Kursy językowe Poznań
Kursy Poznań
Znajdujesz się w: www.portoalegre.pl  »  Artykuły  »  SALVADOR
SALVADOR

Ktokolwiek odwiedzi Brazylię koniecznie musi zajrzeć choć na chwilę do Salvadoru. To trzecie co do wielkości miasto kraju (po São Paulo i Rio de Janeiro) jest kwintesencją wszystkiego co brazylijskie i południowoamerykańskie.

 

KOLOROWY SALVADOR BRAZYLII

Piotr Pluta

     Do Salvador da Bahia najlepiej przylecieć wieczorem lub nocą. Przylecieć, nie zaś przyjechać, gdyż ogólnie większość tras w Brazylii najlepiej pokonywać samolotami, oszczędzając swemu organizmowi zbyt długich godzin w wygodnych, ale jednak nużących niekończącą się jazdą autokarach. Gdy mrok okrywa niebo, rozświetlone ulicznymi lampami Salvador wygląda z góry jak rozrzucona bezładnie na ogromnym terenie choinka, na której widać jedynie lampki bożonarodzeniowe. Te nigdy nie ujrzą śniegu, ale zawsze będą zachwycać swą świetlistością.

     Fascynującym prawdziwie jest widok, gdy oświetlona księżycem zatoka wcina się w linie zabudowań, a kołująca maszyna (zazwyczaj linii TAM, Gol lub Varig) coraz niżej schodzi na pas startowy. Lądując ciepłego, letniego wieczoru i siedząc tuż przy oknie mogłem obserwować cały niemy spektakl, w którym nawet zmieniające swe tony silniki samolotu zdawały się być elementem przemyślanego, ogromnego widowiska. Byłem w nim jednym z widzów, którzy mieli, jak tysiące innych, poddać się przez kolejne dni magii miasta nad Zatoką Wszystkich Świętych.

     Kilkadziesiąt minut taksówką po – dość zatłoczonych, ale po amerykańsku szerokich alejach i jestem w kilkupiętrowym hotelu tuż przy plaży. Główna ulica dzielnicy Porto da Barra szczęśliwie przebiega kilkadziesiąt metrów dalej, dzięki czemu nocą mogę liczyć na względny spokój, delektując się widokiem na plażę i na jeden z historycznych fortów, broniących kiedyś dostępu do miasta.  Jak głosi historia, założone ono zostało w 1549 roku, stając się od razu pierwszą stolicą Brazylii. Aktu nadania miejscu tak zaszczytnego miana dokonał Tome de Sousa, portugalski wysłannik dworu królewskiego, który przybył na podbity ląd z grupą 400 żołnierzy, tyluż samo osadników, garstką księży a nawet kobiet lekkich obyczajów. Przywiózł też ze sobą, stworzony na Starym Kontynencie projekt nowego miasta i plany uczynienia z niego przyczółku portugalskiego ekspansjonizmu na nowym lądzie.

    Po raz pierwszy jego brzegi, według innej historii ukazały się oczom Europejczyków 1 listopada 1501 roku, kiedy to włoski podróżnik Amerigo Vespucci (od jego imienia  dwa wielkie kontynenty noszą nazwę Ameryk) wpłynął do zatoki, nazywając ją z tej okazji Baia de Todos os Santos (Zatoką Wszystkich Świętych).

ROK KOŚCIOŁÓW

  Nadmiernie wielu świętych w historii zatoki ostatecznie nie było (a i dziś mieszkańcy miasta do aniołów nie należą), ale mimo tego o Salvadorze mówi się jako o mieście jednego kościoła na każdy dzień roku. O 365 katolickich świątyniach piszą bez mała każde przewodniki, choć nawet te najbardziej dokładne używają słowa „ponoć”. Czy więc w rzeczy samej kościołów jest aż tyle, trudno jednoznacznie ustalić. Mnie również tego nie udało się zrobić, choćprzyznając się szczerze, nawet tego się nie próbowałem. Zamiast wyliczania postanowiłem poddać się urokowi miasta. A, że akurat rozpoczął się weekend, na ulicach, plażach i w kawiarniach zrobiło się tłoczniej. Pojawiło się więcej sprzedawców pamiątek, więcej tez młodych ludzi zaczęło popisywać się umiejętnością tańca „capoeira”. Wywodzący się z Afryki jako sztuka walki i zabroniony przez długi czas przez władców niewolników, taniec  stał się wyrazem murzyńskiej dumy, łączności z dawnym kontynentem i wspomnieniem dawnych, szamańskich zwyczajów. Dziś mniej jest w nim magii, wciąż zaś wiele elementów sztuk walki i akrobacji. Ubrani w szerokie spodnie chłopcy i mężczyźni z nagimi torsami stają naprzeciw siebie i w jednej chwili rozpoczynają harmonijny układ wymachów, uników, przyklęków i wyskoków. Z dali wszystko może wyglądać jak akrobatyczny pokaz kung-fu, z bliska zaś staje się fascynującym przedstawieniem wzajemności rytmów i współpracy tancerzy – bojowników.

 

 

hiszpański kraków

            Capoeira to tylko jedna z wielu lokalnych tradycji, wywodzących się z czarnej Afryki. Na tym kontynencie narodziła się również „candomblé” – religia bogini morza, która mimo dominacji katolicyzmu, jest wciąż popularna wśród lokalnej społeczności.

  Zwykło się tu wierzyć w świętych chrześcijańskich, uzupełniając swą wiarę mistycyzmem tradycyjnych, czasami na wskroś pogańskich zachowań.

     I tak, drugiego lutego każdego roku na lokalne plaże przychodzi mnóstwo kobiet, ubranych w koronkowe bluzki i spódnice, by puszczać na wodzie małe łodzie – tratewki z darami dla próżnej i zakochanej w sobie bogini Iemanjá. Grzebienie, lusterka, perfumy, mydła i inne drobiazgi mają ją przebłagać, czyniąc ocean spokojnym dla żeglarzy.
Kilkanaście dni wcześniej w mieście obchodzi się inne, w pełni tolerowane przez Watykan święto. W Dzień Szczęśliwego Zakończenia (Bonfim), przypadający w trzeci czwartek stycznia „baianas”  (czyli mieszkanki stanu Bahia) pielgrzymują do Kościoła Pana Jezusa Szczęśliwego Zakończenia, by uczestniczyć w rytuale mycia jego schodów. Zbudowana w 1745 roku świątynia od czasu swej budowy słynie z cudownych uzdrowień i zapewne  dlatego w każdym zakątku miasta można kupić lub zostać obdarowanym kolorowymi wstążkami z jego nazwą. Zbudowany w kolonialnym stylu (jak większość tutejszych kościołów) mieści w swym wnętrzu repliki uzdrowionych części ciała, co dla osób nieuprzedzonych o tym może być pewnym szokiem. Odlewy nóg, rąk czy głów  umieszczone przy bocznych ołtarzach nie są widokiem częstym w innych regionach świata.

KARNAWAŁ.
portugalski karaków Częste zaś jest wspominanie o Salvadorze jako o jednej z karnawałowych stolic globu. Choć Rio de Janeiro dzierży prym, jeśli chodzi o sławę, to o bajańskich zabawach można powiedzieć, iż są bardziej spontanicznie i jednocześnie bardziej tradycyjne.
     Oficjalnie karnawał trwa 4 dni, nieoficjalnie – cały rok, gdy rozochocony tłum znajduje każdą dobrą okazję, by tańczyć na ulicach w rytm afroamerykańskich rytmów. Przed środą popielcową zabawa nagle nabiera wigoru. Nie ma tutaj co prawda, jak w Rio czy São Paulo szkół samby i niewiele  osób przebiera się w barwne stroje, ale te braki zastępują zespoły „trio elétrico” - grupy muzyków i tancerzy, poruszających się po mieście na platformach ciężarówek.
             
Pomiędzy tańczącymi, rozochoconymi alkoholem i gorącym powietrzem bardzo szybko pojawiają się wyznawcy religii candoblé, wychodząc na ulice z transparentami i obrazami swych bogów i patronów. Oddając się  wspólnemu tańcowi, wyśpiewują pieśni religijne i składają na ulicach symboliczne ofiary. Czasami patronem grupy religijnej jest pogańskie bóstwo, czasami postać co najmniej zaskakująca. Jedno z parareligijnych stowarzyszeń za patrona wzięła bowiem sobie Mahatmę Ghandiego – indyjskiego przywódcę duchowego i politycznego. Po 96 godzinach bez chwili ciszy, gdy miasto zdaje się nie zasypiać, miasto uspokaja się. Ale tylko na chwilę. W charakter Salvadoru wpisana jest bowiem ciągła zabawa i każdego miesiąca a czasami i każdego tygodnia można uczestniczyć w wesołej zabawie lub radosnych religijnych i świeckich świętach. Tutejsze biura informacji turystycznej i biura podróży mają zawsze aktualny spis uroczystości i zbliżających się bahanaliów.
            Wesołą, miejską zabawę warto uzupełnić jednak zwiedzaniem miasta. Jest ono warte tego i to bardzo. 
     
NA DWÓCH POZIOMACH – MIASTO GÓRNE (CIDADE ALTA).
            Leżący na dwóch poziomach historyczny Salvador nie jest miastem, po którym łatwo się poruszać. Skomplikowana siatka ulic, mnogość zjazdów i podjazdów sprawiają, iż szybko można się w nim pogubić. Nie jest to jednak zazwyczaj wielkim problemem, gdyż wystarczy skierować się tam, gdzie idzie większość innych osób, by znaleźć się ponownie w znanym i   bezpiecznym miejscu. A takimi są niewątpliwie Praça da Sé i Terreiro de Jesus. Dwa, sąsiadujące i otwierające się na siebie place są sercem całego miasta. Stoi przy nich najważniejsza świątynia – Catedral Basilica, zbudowana w XVII wieku przez zakon Jezuitów. Warto przyjrzeć się jego pozłacanemu ołtarzowi głównemu i przepięknemu sklepieniu. Tuż obok katedry warte obejrzenia są jeszcze Kościół świętego Piotra (São Pedro dos Clerigos) i Kościół Tercjarzy Dominikańskich (Ordem Terceira de São Domingo). Nieopodal nich, w każdą niedzielę odbywa się chętnie odwiedzany jarmark rzemiosła i sztuki. Obok ręcznie wyszywanych koronek, wyrobów skórzanych i kolorowych obrazów, kupić można na nim również berimbau – lokalne instrumenty, będące połączeniem „wydmuszek” z orzechów kokosowych z gryfami gitarowymi.

hiszpański karaków  Z centralnego Placu Wiary kilka minut spaceru prowadzi do majestatycznego Kościoła São Francisco (świętego Franciszka). Jeśli szukać najpiękniejszych sakralnych budowli doby baroku, ta świątynia by stanęła niewątpliwie na podium. przepiękne, złote sklepienia i dość specyficzne rzeźby i płaskorzeźby.

     Zbudowany w XVIII wieku z kamienia przywiezionego z Portugalii ma   Zatrudnieni bowiem do pracy czarni artyści świętość rzeźbionych postaci zinterpretowali na swój własny sposób. Mężczyźni obdarzeni zostali ogromnymi fallusami, kobiety zaś wielkimi brzuchami. Świętość, artyści niezaznajomieni z katolickim sposobem wyznawania wiary potraktowali jako zdolność do płodzenia. Poza rzeźbami interesujące są krużganki, pokryte biało-niebieskimi płytkami ceramicznymi azulejos z Lizbony i sufit przedsionka, w którym artystom udało się idealnie stworzyć wrażenie ruchu postaci. Warto też spojrzeć na figurę świętego Piotra z Alcantary, wyrzeźbioną przez Manoela Inacio da Costa. Najsłynniejszy artysta brazylijski doby baroku sprezentował kościołowi swe najdojrzalsze dzieło, stworzone z pnia palisandru.
     Trochę czasu warto poświęcić również pobliskiemu Muzeum Afro-Brazylijskiemu. Kolekcja instrumentów, kostiumów, masek i rzeźb związanych z candoblé uświadamia, jak wielki wpływ na kulturę Ameryki mieli potomkowie niewolników. Poza tym, jak wszędzie na starówkach, wąskie uliczki i niewielkie place zachęcają do długich spacerów bez określonego celu. Za dnia większość zaułków jest bezpieczna i strzeżona przez dużą liczbę policjantów. 

PELOURINHO.
     Wąskie uliczki górnego miasta łączą się z częścią, zwaną Largo do Pelourinho. Warto i tu pozostać na dłużej, zaglądając kilka dni z rzędu, bowiem to w niej najlepiej zachowały się budynki z okresu kolonialnego, co doceniło UNESCO, umieszczając całą dzielnicę na Liście Światowego Dziedzictwa Kultury. Kiedyś przy jej głównym placu stał pręgierz, na którym męczono niewolników i przestępców. Dziś po tym narzędziu tortur nie ma nawet śladu (pozostał on tylko w nazwie dzielnicy), podobnie jak po sąsiadującym z nim targu niewolników. Do Salvadoru bowiem przez wielki trafiali niewolnicy z Afryki, kupowani później przez białych obszarników do swych plantacji trzciny cukrowej lub drzew kauczukowych.

portugalski kraków Potomkowie niewolników stanowią dziś większość mieszkańców miasta, czyniąc z niego jedno z najbardziej etnicznie jednolitych miejsc Brazylii. W dzielnicy Pelourinho bez mała każdy mieszkaniec jest rasy czarnej.

Mimo tego, a może dzięki temu jest ona jednak dzielnicą szalenie barwną. Na stoiskach dominują kolorowe obrazy lokalnych Nikiforów i chociaż wyglądają, jakby wyszły spod jednej sztancy, są niezwykle urokliwe. Uroczo wyglądają również korpulentne murzynki, w falbaniastych strojach siedzące przed restauracjami i zapraszające do ich wnętrz. I choć takich lokali jest wiele, obowiązkowym powinien stać się jeden z nich - restauracja Senac. Samoobsługowy lokal na głównym placu, prowadzony przez szkołę restauratorów jest znakomitym miejscem na spróbowanie bajańskich potraw i wypicie najbardziej poruszającej serce kawy w mieście. Godne uwagi są również oferowane w nim przesłodkie ciastka i owocowe desery.

Gdyby jednej kawy było mało, warto wypić kolejną w Fundação Casa de Jorge Amado. Dom, zmarłego w 2001 roku słynnego autora powieści „Kakao”, „Gabriela” czy „Ziemia krwi i przemocy” mieści dziś fundację jego imienia oraz niewielką kawiarnię, gdzie przy stoliku można delektować się czarnym napojem i czytać wielkie tablice, prezentujące życie i dorobek artysty. Jedna z nich poświęcona jest tłumaczeniom dzieł pisarza, w tym i licznym edycjom polskim. 

MIASTO DOLNE. (CIDADE BAIXA)
Z górnej części miasto do jego poziomu oceanicznego najszybciej dostać się można  zbudowaną w 1930 roku windą, zwaną Elevador Lacerda. Przypominająca kryty wagon, poruszający się na betonowej nodze jest najbardziej charakterystycznym budynkiem miasta. Kilkudziesięciosekundowy przejazd nią kosztuje od niemal zawsze tylko 5 centavos, ale za tę cenę można poza podróżą przeżyć znacznie więcej.

portugalski katowice W gęstym tłumie, wsiadającym do windy nieuważna osoba może być bardzo sprytnie pozbawiona portfela, torebki lub aparatu fotograficznego. I choć przed kieszonkowcami ostrzegają ogromne napisy i duże grupy policjantów i ochroniarzy, rozpaczliwe krzyki „okradli mnie” są tu na porządku dziennym. Wystarczy jednak mieć choć przez chwilę oczy dookoła głowy, by podróż windą była czymś przyjemnym.
Ledwie się z niej wyjdzie, natychmiast przed oczami staje rozległa przestrzeń zatoki, ograniczona betonowym nabrzeżem i trzypiętrowym gmachem dawnego urzędu celnego, mieszczącego obecnie dom handlowy Mercado Modelo. Należy go koniecznie zobaczyć, bowiem to najlepsze miejsce na zakupy wyrobów tutejszego rzemiosła i drobnych pamiątek.

                       

Poza halą targową dolne miasto nie oferuje zbyt wielu atrakcji. Z nabrzeżnej perspektywy rozciąga się urokliwy widok na część górną, zaś kilkaset metrów od centrum dzielnicy znajduje się miły dla oczu kościół Nossa Senhora de Conceição da Praia. Z dolnego miasta blisko jest również do tutejszych plaż.

NA PLAŻY.
Powszechnie uznawane są one za najpiękniejsze w całej Brazylii. Muszę uwierzyć na słowo, bowiem nie udało mi zobaczyć się wszystkich naodceanicznych miejsc w kraju. Prawdziwie jednak mają one wiele uroku i specyficzną atmosferę, nawet, jeśli czystością wody i piasku nie mogą równać się z morskimi brzegami Karaibów, czy nawet Bałtyku. Uroda plaży tkwi jednak głównie w ludziach, którzy je zapełniają co dnia, ciesząc się chwilą, słońcem i towarzystwem innych. Gorący, subtropikalny klimat i  ciepły ocean zachęcają do długiego wylegiwania się pod błękitnym niebem lub sportowej aktywności, uwypuklającej wszechobecny kult zdrowego ciała. Opalone torsy, skąpe stroje kąpielowe to tutejsza codzienność. Nawet nie planując bezczynnego leżenia, warto w Salvadorze udać się na plażę, by oddać się obserwowaniu ludzi. Szczęśliwie, okno mojego hotelu wychodzi wprost na jedną z nich, każdego niemal dnia mam więc możliwość przyglądania się niezmiennemu rytuałowi ludzkich zachować. Ledwie wstanie słońce, na plaży pojawiają się zwolennicy porannych i samotnych (samotnych, jak na tutejsze warunki) kąpieli. Starsi panowie rozpoczynają gimnastykę gdy tuż przy plaży otwierają się pierwsze kawiarnie i kioski, w których napić się można mocnej kawy lub mleczka kokosowego wprost z dziurawionego na miejscu owocu. O poranku ta pierwsza smakuje bez porównania lepiej, tym bardziej, iż w Salvadorze mało kto stara się zasnąć przed północą.

hiszpański katowice Gdy słońce spogląda na ziemię z coraz wyższego pułapu, na plaży i obok niej pojawia się więcej ludzi. Niezależnie, jaki jest dzień tygodnia, dla sporej grupy Brazylijczyków plaża jest sposobem na życie.
     Dla biedaków bez pracy – egalitarnym miejscem, gdzie mogą się poczuć równym bogatym, dla zamożnych – ucieczką od garniturów i wykresów kursów walutowych.

     Wobec słońca stają się sobie równi, a nawet mieszkańcy slumsów, zwanych w Brazylii favelami, udowodnić mogą swą wyższość – choćby fizyczną. Umięśnieni młodzieńcy i zgrabne dziewczęta mają chęć i czas by ćwiczyć, harmonijnie rzeźbić swe ciała i grać w piłkę. Na plaży siatkową, a poza nią głównie nożną, która w tym kraju może stać się jedynym sposobem na wyrwanie się z błędnego koła nędzy. Historie życia Pelego czy Ronaldinho są wzorem dla tysięcy dzieciaków, marzących o sławie i pieniądzach.
Plażowy pokaz zdrowych i wiecznie opalonych ciał trwa do późnego wieczora. Po zmroku nadmorskie miejsca wyludniają się i lepiej – nie mając znajomości w lokalnych gangach – nie pojawiać się na nich. Nie ma zaś problemu, by z okien hotelowych obserwować do późnej nocy ciemne (dosłownie o tej porze dnia) postaci załatwiające swe ciemne interesy w ciemnych zakątkach jasnej plaży.

Salvador liczy około 2,6 miliona mieszkańców.

Kuchnia regionu Bahia zaliczana jest do najlepszych w kraju. Pełna wpływów afrykańskich, szczyci się zwłaszcza feijoadą,czyli czarną fasolą duszoną z suszonymi, solonymi i wędzonymi mięsami. Początkowo typowe jadło niewolników, ma obecnie status potrawy narodowej. Serwowana jest często z drobno poszatkowaną kapustą – couve,korzeniami manioku z masłem – farofa i kawałkami pomarańczy.

Narodowym napojem alkoholowym Brazylii jest Cachaça – mocna wódka, wytwarzana z trzciny cukrowej, ulubionym przysmakiem dzieci jest zaś cana – kawałki młodych łodyg trzciny cukrowej, nadzianych na patyczki.

Z Salvador da Bahia pochodzi założona w latach osiemdziesiątych grupa perkusyjna Olodum, która nagrała podkład do singla The Obvious Child z płyty Rythm od the Saints Paula Simona. Liczący w porywach do 280 osób zespół składa się głównie z „dzieci ulicy”, będąc obecnie ważnym sposobem wyrwania się dla nich z kręgu biedy. Grupa prowadzi własną fundację i sklep z pamiątkami.

Salvador (Zbawiciel) był od roku 1549 przez 214 lat stolicą Brazylii.

Ludność Brazylii jest bardzo zróżnicowana. Przodkowie Brazylijczyków to biali Portugalczycy i inni Europejczycy, tubylcza ludność indiańska, czarni Afrykanie, żółci Chińczycy i Japończycy o brązowym odcieniu skóry.

 


Populacja Brazylijczyków z rasy „czarno-białej” ewoluuje ku rasie mieszanej. W 1940 roku populacja czarna liczyła 14,6 % mieszkańców, dziś to około 6,2 %, wzrósł zaś procentowy udział ras mieszanych, z 21,2 % do 38,5 % wszystkich Brazylijczyków.
Gdzie nocować:
  • Grande Hotel da Barra, Av. Sete de Setembro, 3664 – Porto da Barra – Salvador – BA – BR, tel. +55.71.2106.8600,  fax. +55.71.3264.6506, reservas@grandehoteldabarra.com.br, www.grandehoteldabarra.com.br
  • Hotel Laoga e Mar, Av. Parque das Dunas, 3250 - Praia de Jaua – Salvador – BA – BR, tel. +55.71.3672.1573, fax. + 55.71.3672.2032, hotel@lagoaemar.com.br, www.hotellagoaemar.com.br
  • Hotel Pelourinho, Rua Alfredo Brito, 20 – Pelourinho 40025-040 - Salvador – BA – BR, tel. +55.713322.3939, fax +55 71 32432324, reservations@hotelpelourinho.com, www.hotelpelourinho.com

 

Piotr Pluta -  dziennikarz, podróżnik, pilot, przewodnik Od kilkunastu lat z wielką pasją podróżuje  odkrywając skarby, zwyczaje, uroki kolejnych krajów. Na długiej liście miejsc odwiedzonych przez niego są m.in. Hiszpania, Argentyna, Meksyk, Boliwia, Peru, Brazylia, USA, Chiny. Od kilku lat jego artykuły ukazują się na łamach Gazety Wyborczej oraz Nowego Dziennika (New York). Jego drugą wielką pasją jest fotografia. Celem jego obiektywu są ludzie, przyroda, wydarzenia kulturalne, budowle. Poprzez nie stara się uchwycić niepowtarzalne chwile i przybliżyć atmosferę i klimat odwiedzanych miejsc.

 

Źrodło zdjęć:    www.emtursa.ba.gov.br