Kursy językowe Poznań
Kursy Poznań
Znajdujesz się w: Porto Alegre  »  Artykuły  »  Odkrywamy Amerykę - WODOSPAD WIELKIEJ WODY

 

Odkrywamy Amerykę

Matka Natura, tworząc wodospady Iguaçu nieprzypadkowo wybrała miejsce na pograniczu brazylijsko-argentyńskim. Wielkodusznie w jednej chwili imponującym cudem przyrody obdzieliła bowiem dwa narody.

WODOSPADY WIELKIEJ WODY

 

         Piotr Pluta

Pewnego dnia Toroba, syn wodza indiańskiego stanął nad rzeką, by ubłagać bogów o przywrócenie wzroku jego ukochanej księżniczce. W odpowiedzi na modlitwy rozpękła się ziemia a przepływająca woda spadła do powstałego wąwozu. I choć fale porwały Torobę, księżniczka odzyskała wzrok, stając się pierwszą osobą, która zobaczyła wodospady Iguaçu. Dziś Wielka Woda łączy Argentynę i Brazylię, będąc jedną z największych atrakcji Ameryki Południowej.
*********
Niewielki samolot brazylijskich linii rozpoczął zniżanie swego lotu ku lotnisku Foz do
Iguaçu, gdy z głośników przemówił pilot: „Szanowni Państwo, osoby siedzące po lewej stronie samolotu mogą w dali zobaczyć wodospady Iguaçu”. Od kilkunastu minut za oknami rozciągała się nieskończona zieleń subtropikalnego lasu, która przeszywała w dali brązowo-niebieska wstęga szerokiej w tym miejscu rzeki. Przez kabinę natychmiast przeszedł cichy szmer szeptów i jak na skinienie wszyscy pasażerowie siedzący po wskazanej przez kapitana stronie zaczęli wypatrywać na horyzoncie słynnych katarakt. Ja również to uczyniłem, dostrzegając kilka kilometrów od nas szerokie rozlewisko. Zakręcając swój leniwy, podkowiasty bieg, zagubiona w letargu woda zdawała się - oglądana z naszej podniebnej perspektywy - być wielce zadziwioną pojawieniem się nagłego urwiska. Nie mogąc przed nim uciec, poddawała się naturalnemu przyśpieszeniu, spadając bezwolnie w dół. I tylko mgła, tworzona przez miliony małych, targanych przez wiatr kropli, zdawała się pokazywać wielkie zawstydzenie rzeki Iguaçu wobec urwiska, które przed milionami lat zaczęło swym istnieniem kpić sobie z jej potęgi. Patrzyłem na to i fotografowałem przez okno jak zauroczony, gdy samolot rozpoczął wykonywanie pełnego skrętu. Po chwili pilot przemówił ponownie: „A teraz wodospady widoczne dla pasażerów z prawej strony…”. Mając prostą linię ku lotnisku, załoga samolotu postanowiła wykonać w powietrzu pętlę tylko po to, by usatysfakcjonować wszystkich pasażerów, wśród których przeważali zagraniczni turyści.

Porto AlegreWodospady i ogromna betonowa tama na rzece Paraná przyciągają dziś rzesze turystów do Foz do Iguaçu – niewielkiego, ale bardzo przyjemnego miasta przy brazylijsko-argentyńsko-paragwajskim pograniczu. Bez długiej historii i zabytków (najstarsze z nich pochodzą z lat sześćdziesiątych XX wieku), układem urbanistycznym przypomina miasta USA. Kwadraty ulic, niskie domy z mnóstwem zieleni i intensywnie czerwono kwitnących drzewa pozwalają na wyciszenie się po zgiełku Rio de Janeiro czy Sao Paulo i na przygotowanie na spotkanie z przyrodą najsłynniejszych wodospadów Ameryki Południowej.

Zanim się jednak je odwiedzi (a warto poświęcić na to minimum dwa dni), koniecznie trzeba wybrać się z miasta w przeciwnym kierunku, by na własne oczy zobaczyć największą elektrownię wodną świata. Parę tylko liczb wystarczy, by uzmysłowić sobie, czym jest w istocie. Osiemnaście generatorów - plus dwa w budowie – ważących 6600 ton każdy, daje 12 600 Megawatów energii a ośmiokilometrowa tama o wysokości 196 metrów hamuje przed dalszym biegiem 29 miliardów metrów sześciennych wody, spiętrzonej w sztucznym zalewie. Gigantyczne liczby uzupełnia imponujący widok. Po odwiedzinach w niewielkim muzeum, wypełnionym modelami turbin i generatorów i po obejrzeniu propagandowego filmu, mówiącego, iż zapora nie czyni przyrodzie żadnych szkód, w dyskretnej asyście ochrony podjechać można na parking, z którego rozciąg się szeroka perspektywa na betonową konstrukcję. Wrażenie jest kolosalne. Zdający się nie kończyć beton znika na horyzoncie a ludzie i autobusy wydają się być mrówkami, stojącymi w cieniu nieznanego sobie mrowiska.

Porto AlegreBudowę tamy sfinansowały dwa kraje: Paragwaj i Brazylia, które są współwłaścicielami zarządzającej generatorami spółki Itaipu Binacional. W latach siedemdziesiątych a być może i dziś, jeden kraj nie udźwignąłby kosztów budowy i poźniej miałby problemy z wykorzystaniem powstającej energii. Paragwaj tamie Itaipu (co oznacza Ptasi Śpiew) zawdzięcza prawie cały prąd dostarczany do gniazdek w kraju, Brazylia zaspokaja 25 % swego zapotrzebowania.

 Wiele zaporze zawdzięcza również cała okolica a głównie miasto Foz do Iguaçu zawdzięcza wiele. To dzięki migracji robotników i kadry zarządzającej w ciągu dwóch dekad, z trzydziestotysięcznego miasteczka stało się ponad 250 tysięcznym miastem. Na szczęście nie straciło miłego, małomiasteczkowego charakteru. Na tutejszym lotnisku wciąż można na tarasie widokowym spojrzeć na samoloty z odległości zaledwie kilku metrów, nikt się tu nie spieszy a na ulicach korki samochodowe zdarzają się jedynie w weekendy przy przekraczaniu granicy z Paragwajem. Wtedy to Brazylijczycy wyjeżdżają na tanie, jednodniowe zakupy do Ciudad del Este – bardzo brzydkiego i chaotycznie zbudowanego miasta za rzeką Paraná.
Tamę można oglądać zarówno za dnia, podczas wycieczki na obie strony granicy, przebiegającej w połowie budowli, jak i w nocy, gdy w niektóre dni uruchamiana jest okolicznościowa iluminacja. Ceną za wstęp jest kilka reali (waluta Brazylii) albo… dwa kilogramy produktów spożywczych, darowanych na cele charytatywne. Wrażenia z oglądania tamy blakną jednak w cieniu ogromnych katarakt.
*************
Przed odkryciem przez Konkwistadorów, przez setki lat wodospady były świętym miejscem dla plemion Tupi – Guarani i Paraguas. Hiszpan Don Alvar Nunez, zwany z racji swego zachowania Cabeza de Vaca (Krowia Głowa) dotarł do Iguaçu w 1541 roku, nadając uskokom miano Saltos de Santa Maria (Wodospady Najświętszej Marii Panny). Nazwa ta jednak nie przyjęła się i pozostawiono tradycyjne określenie, oznaczające Wielką Wodę. Zwyczaj ten potwierdziło w 1986 roku UNESCO, cały najbliższy teren uznając za obszar Światowego Dziedzictwa Natury.

Porto AlegreWodospady dziś kojarzone są dużo bardziej z Brazylią, niż z Argentyną. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż komunikacyjnie Foz do Iguaçu jest lepiej połączone ze światem niż argentyńskie Puerto Iguazú. Gdy jednak przychodzi je oglądać, Argentyńczycy mają do zaoferowania dużo więcej, niż ich północni sąsiedzi. Znakomita większość spadającej wody dokonuje tego pod rządami Buenos Aires, nie zaś Brasilii.

Najlepiej jest odwiedzić obie strony, co uzmysławia potęgę i sprawczą siłę natury. Najpierw najlepiej obejrzeć wodę z bliska i dosłownie się w niej zamoczyć (Argentyna), później przyjrzeć się cudowi natury z dalszej perspektywy (Brazylia).

 

 

Fot. Nilton Bicca Moraes


Porto Alegre

Fot. Nilton Bicca Moraes     

 

Po stronie argentyńskiej z centrum obsługi turystów nad krawędzie wodospadów dostać się można dwiema drogami. Jedna to trasa dolna, druga, co oczywiste – górna. Nie warto omijać żadnej z nich, tym bardziej, iż fizycznie nie są wyczerpujące. Trasy to nic innego, jak wytyczone pomiędzy drzewami ścieżki i postawione na betonowych palach podesty, po których można bezpiecznie spacerować nad spokojnie płynąca wodą lub nad strumieniami, spadającymi kilkadziesiąt metrów w dół.

Słowo bezpiecznie nie zawsze jest jednak na miejscu, gdyż w porze deszczowej wzburzona woda często przelewa się ponad trasami spacerowymi. Podczas jednego z deszczowych dni ubiegłego roku, silny prąd zniszczył najbardziej widowiskową jej część – podejście do Diabelskiego Gardła. Szczęśliwie kataklizm nikomu z ludzi krzywdy nie uczynił i nie dotknął drogi spacerowej po stronie brazylijskiej.
**********
Niełatwo jest opisać wrażenia, jakich doznaje się, oglądając wodospady. Proza nigdy nie jest w stanie dorównać poezji a i poeci mogą mieć niemałe problemy, by słowami oddać niesamowitość miejsca. Fotografie też zazwyczaj wychodzą przeciętnie lub źle, choćby nie wiem, jak strać się zachować barwy i klimat miejsca. Pismo i obrazy są zbyt ubogie, by właściwie opisać szum wody, ogrom wszechobecnej zieleni i tysiące impresji, jakimi jest się poddawanym ze wszystkich niemal stron. Widoki z samolotu są tylko zapowiedzią tego, co potęguje się w chwili bliskiego kontaktu z pierwszym z 275 wodospadów (badacze doliczyli się aż tylu odgałęzień). Zanim nawet to się stanie, docierający do uszu z oddali szum wody wzmaga niecierpliwe poznawcze podniecenie.

Porto AlegreGórna trasa spacerowa prowadzi od Wodospadu Dwóch Sióstr do tarasu, z którego widoczna jest Wyspa Świętego Marcina i część wodospadu o identycznej nazwie. Niewątpliwie jest to jedno z najpiękniejszych miejsc. Woda mieni się dziesiątkami barw, od zieleni przez brąz, po mocny błękit i silną biel. Spadająca silnie w dół i rozbryzgująca na dnie wąwozu woda, tworzy wieczną tęczę, w słoneczne dni nie dając jednak wielkiego wytchnienia rozgrzanemu powietrzu.

Perspektywa widoków z następnych tarasów na tej trasie jest niestety już bardzo ograniczona. Dużo więcej widać z trasy dolnej.
Circuito Interior prowadzi stromo ku rzece, pozwalając być bliżej miejsca upadku tysięcy ton wody. Tu, jak i wszędzie po drodze nie sposób uwolnić się od przemożnej chęci fotografowania wszystkiego, co wokół, łudząc się nadzieją, że nasze zdjęcia, zapisane na kliszy lub w pamięci cyfrowych aparatów, będą dużo doskonalsze od kiepskich folderów i widokówek.
 

 
 
 
 
Fot. Nilton Bicca Moraes                                                

 

I choć daleko im do doskonałości, mają niewątpliwa zaletę, zapisu naszych osobistych wrażeń: spotkania nieba z wodą, wody z ziemią i naszego kontaktu z magicznym miejscem. Huk, większy niż w śródmiejskim ruchu brzmi tu zupełnie inaczej i zamiast denerwować, dziwnie szybko uspokaja i wewnętrznie wycisza. Dzieje się to, choć woda nie zwalnia nawet na chwilę. Kto zaś i w takim miejscu szuka silnych dawek adrenaliny, znajdzie je na końcu dolnej trasy, w niewielkiej przystani w zakolu rzeki. Tu można wybrać się na niezwykłą przejażdżkę. Trwająca pół godziny podróż łodzią prowadzi leniwym nurtem rzeki i – wcześniej - wprost… pod wodospady. Najpierw pod Salto Tres Mosqueteiros (Wodospad Trzech Muszkieterów) a później pod widziane wcześniej z górnej trasy Salto San Martin. Żadna z katarakt nie oszczędza spragnionych wrażeń turystów. Ktokolwiek wcześniej uważał, iż nigdy nie można być zmoczonym w 100 procentach, tu może się przekonać, jak bardzo się mylił.

Porto AlegreNa szczęście woda zawsze jest ciepła, więc po serii krzyków przed wpłynięciem pod pierwszą spadającą strugę, natychmiast następują głośne śmiechy i okrzyki do kierującego łodzią, by powtórzył manewr. Gdy nie ma wielu oczekujących na przejażdżkę, prośby zostają spełnione, gdy dzień jest tłumny, prawa rynku zwyciężają nad południowoamerykańską fantazją. Strona argentyńska pozwala na dosłowne dotknięcie wodospadów, brazylijska – na delektowanie się ich widokiem.

 *********
Poza jednym tarasem przy Diabelskim Gardle – wszystkie trasy spacerowe są odsunięte przez głęboki wąwóz od bezpośrednio spadającej wody, co pozwala na ogarnięcie spojrzeniem całego ogromu wodospadów. Pojedyncze strumienie przypominają klawiaturę fortepianu, na którym Matka Natura wygrywa tworzoną od niepamiętnych czasów melodię. Harmonizujące z nią subtelne światło słoneczne, układające się na konturach wody i zieleni, czyni z brazylijskiej trasy spacerowej raj dla fotografów.

                                        Fot. Nilton Bicca Moraes


 

Łatwiej jest tu uchwycić pełnię naturalnych barw, ciesząc zmysły pełną ich paletą. Państwowy Park Naturalny, otaczający wodospady jest też arkadią i ostoją dzikich, zagrożonych wyginięciem zwierząt. Wytrawni obserwatorzy wypatrzyć mogą liczne papugi, kusaki, jerzyki, wijące swe gniazda w koronach drzew, tukany, jaguary, tapiry, mrówkojady i oceloty. Mniejszy wysiłek jest zaś potrzebny, by dostrzec motyle, chętnie siadające na ramionach, spodniach i koszulach zwiedzających. Wierzą one zapewne, iż potęga Iguaçu chroni je przed zagrożeniami ze strony ludzi. Ich wiara w tym miejscu wcale nie jest płonna.

Porto Alegre

Porto Alegre

 Porto Alegre







 

A Garganta do Diabo – fot. Nilton Bicca Moraes

  

CIEKAWOSTKI
Itaipu:
- zbiornik wodny: powierzchnia - 1350 kilometrów kwadratowych, ilość wody – 29 bilionów metrów sześciennych, długość – 170 kilometrów; tama: maksymalna wysokość – 196 metrów, długość – 7 760 metrów,
- tempo budowy zapory było porównywalne z powstawaniem dwudziestopiętrowego wieżowca w ciągu dwudziestu minut,
- ilość betonu wystarczyłaby na zbudowanie 250 stadionów piłkarskich, stali zaś na 380 Wież Eiffela,
- tama jest w stanie wytrzymać napór wody 40 razy większy od siły wodospadów Iguaçu,
- do lipca 2005 roku zaporę odwiedziło 13 062 613 zwiedzających, w tym między innymi 6 313 Polaków, 1 Afgańczyk, 4 mieszkańców Korei Północnej, 1 514 104 Paragwajczyków i 6 056 685 Brazylijczyków.
Wodospady Iguaçu (po hiszpańsku Iguazú):
- ilość spadającej wody waha się od około 1755 metrów sześciennych na sekundę w okresie suchym, do ponad 12 750 metrów sześciennych w czasie powodzi,
- w styczniu i lutym rzeka niesie najwięcej wody a jej temperatura dochodzi do 38 stopni Celsjusza.

Foz do Iguaçu – 1500 kilometrów od Rio de Janeiro, 1050 kilometrów od Sao Paulo.

W internecie: www.iguazuargentina.com

Paraná – Matka Morza. Rzeka o długości 4900 kilometrów.

Park Narodowy Iguaçu – powierzchnia 2193 kilometry kwadratowe.

Curitiba (Kurytyba) – stolica stanu Paraná to największe w Ameryce Południowej skupisko Polonii.

Czym dolecieć:
TAM – www.tam.com.br,
VARIG – www.varig.com.br
Gdzie nocować:
Hotel Turrance, Rua Manencio, 108 - Foz do Iguaçu – PR, tel. +55 45 523 21 24, www.turracehotel.com.br
Hotel Ponorama & Acquamania, Av das Cataratas, km 6,5 - Foz do Iguaçu – PR, tel. +55 45 529 82 00, e-mail: hotelpanorama@purenet.com.br
Gdzie jeść:
Restaurante Dorado, Rua Guido Welter, 800 - Foz do Iguaçu – PR, tel. +55 45 523 67 76
Bufalo Branco Churrascaria, Rua Rebouças, 530 - Foz do Iguaçu – PR, tel. +55 45 523 97 44
A Casa do Bacalhau, Rua Almirate Barroso, 1466 - Foz do Iguaçu – PR, tel +55 45 574 33 88

Piotr Pluta. dziennikarz, podróżnik, pilot, przewodnik Od kilkunastu lat z wielką pasją podróżuje  odkrywając skarby, zwyczaje, uroki kolejnych krajów. Na długiej liście miejsc odwiedzonych przez niego są m.in. Hiszpania, Argentyna, Meksyk, Boliwia, Peru, Brazylia, USA, Chiny. Od kilku lat jego artykuły ukazują się na łamach Gazety Wyborczej oraz Nowego Dziennika (New York). Jego drugą wielką pasją jest fotografia. Celem jego obiektywu są ludzie, przyroda, wydarzenia kulturalne, budowle. Poprzez nie stara się uchwycić niepowtarzalne chwile i przybliżyć atmosferę i klimat odwiedzanych miejsc.