Kursy językowe Poznań
Kursy Poznań
Znajdujesz się w: www.portoalegre.pl  »  Artykuły  »  Odkrywamy Amerykę - RIO DE JANEIRO

Tworzenie świata zajęło Bogu sześć dni. Siódmy poświęcił ponoć wyłącznie na Rio de Janeiro.

 

BYĆ W RIO?

              Cariocas (jak, dzięki rzece o podobnej nazwie zwyczajowo nazywani są mieszkańcy Rio) są niezwykle dumni ze swego miasta. Położone pomiędzy Atlantykiem, zatoką Guanabara i wiecznie zielonymi wzgórzami jest prawdziwie zadziwiającym miastem. Widać to już podczas lądowania, gdy samoloty, zbliżające się do lotniska na Wyspie Gubernatora okrążają miejski cypel, dając możliwość siedzącym przy oknach przyjrzenia się z góry dwóm symbolom dawnej brazylijskiej stolicy: ogromnemu Chrystusowi ze szczytu Corcovado i wcinającej się w zatokę górze, zwanej Głową Cukru. Wyłaniające się z mgły i oświetlone porannym światłem wydają się wówczas być bardziej tłem obrazów szalonych impresjonistów niż dotykalną rzeczywistością.

Są jednak rzeczywistością, podobnie jak jest nią duszne, podzwrotnikowe powietrze. W żadnej z pór roku nie sposób od niego uciec (chyba, że do klimatyzowanego pomieszczenia), choć dość szybko się można do niego przyzwyczaić. Pomagają w tym zwłaszcza tutejsze plaże, których sława sięga daleko poza Brazylię. Copacabana, czy Ipanema to nazwy, które zapewne każdy z nas choć raz w życiu słyszał i które jednoznacznie kojarzą się z jedenastomilionową metropolią Południowej Ameryki. Są wręcz jej kwintesencją, gdyż z ich poziomu widać i przepych bogatych apartamentowców i biedę przyklejonych do siebie slumsów, zwanych favelami. W dalekim tle nad wieżowcami wyłaniają się równie często zielone przestrzenie lasu Tijuca, jak i czerwień cegieł dzielnic nędzy. Nad samym brzegiem oceanu różnice te jednak zdają się nie istnieć. Gorące słońce świeci dla wszystkich równo, podobnie jak i oceaniczne wody dostępne są dla każdego. I może tylko obecność policji sugestywnie przypomina, iż Rio de Janeiro nie należy do miast bezpiecznych. Poza statystyczną przestępczością przeciwko zdrowiu i życiu (ponoć łatwiej o zabłąkaną kulę w Rio niż w Afganistanie), najbardziej uciążliwa jest drobna przestępczość. Sam o mało tego nie doświadczyłem już pierwszego popołudnia, gdy wybrałem się na spacer, który miał mnie przywrócić do świata żywych po kilkunastogodzinnym locie z Europy. Ledwie zacząłem chodzić po nadmorskiej Avenida Atlantica, gdy za cel wzięło sobie mnie (a raczej mój plecak) dwóch złodziejaszków, udających czyścicieli butów. Jeden z nich sprytnie zabrudził mi sandała czymś, co przypominało ekskrementy (choć nie śmierdziało ani nie smakowało jak fast food), drugi zaś podążał za mną, usilnie próbując mnie przekonać do zdjęcia obuwia i oddania mu go do czyszczenia. Gdybym to zrobił, niechybnie jego kolega by wyrwał mi plecak, drugi zaś zrobiłby wszystko, by utrudnić ewentualną próbę pogoni. Byłoby to łatwe, zwłaszcza, iż prawie nie sposób biec po rozgrzanym asfalcie w jednym bucie. Pomny tego wołałem buta oczyścić sam, uświadamiając młodym cwaniaczkom, że tym razem g… udało im się zrobić. Nie będzie przecież Brazylijczyk pluł w twarz Polaka! Nawet, jeśli by miał to zrobić wyłącznie wirtualnie.

 

NAJSŁYNNIEJSZE MIASTO BRAZYLII.

            Copacabana, najsłynniejsza dzielnica miasta wygląda fascynująco. Zwłaszcza na pocztówkach. W rzeczywistości bowiem, pośród innych nadmorskich dystryktów świata nie wyróżnia się niczym szczególnie nadzwyczajnym. Ciepła woda Atlantyku daleka jest zazwyczaj przejrzystością od kryształu, pas beżowego piasku nie może się równać temu, który spotyka się na plażach Karaibów, zaś chodnik i asfaltowa, czteropasmowa ulica nie mają w sobie niczego szczególnego. Nie oznacza to jednak, iż jest tu brzydko. Jest tu po prostu dość przeciętnie, jak na tak nieprzeciętne miasto.

Copacabana działa jednak jak magnes, przyciągając co roku setki tysięcy turystów do nadmorskich hoteli i bogaczy, gotowych kupić za kilkaset tysięcy dolarów apartament z widokiem na bezkres oceanu. Wśród nich jest znany brazylijski pisarz Paulo Coelho. Niestety, gdy wizytuję Rio, akurat przebywa we Francji, więc siłą rzeczy nie może swemu dawnemu polskiemu pilotowi – tłumaczowi (piszącemu te słowa) odwdzięczyć się oprowadzaniem po mieście za pomoc przy promocji nad Wisłą jednej z jego książek. Z braku brazylijskiej pomocy, pozostało mi Rio zobaczyć samemu. A, że miasto to ma wiele miejsc, których nie wolno pominąć, nie było to zbyt trudne. Pozostało jedynie o nich dojechać. Wybrałem autobus miejski, jako medium transportu, od pierwszej chwili stając się fanem tutejszych kierowców pojazdów publicznych. Zdają się oni mieć tylko jeden cel: pobić rekord świata w szybkości przejazdu od przystanku do przystanku, przy równoczesnym wyprzedzeniu jak największej liczby innych aut. Wywiązują się z tego nadzwyczaj skutecznie, co zwłaszcza odczuwa się wewnątrz pojazdów. Ciągłe przyspieszanie i hamowanie pozwala jelitom odnaleźć miejsce w organizmie, choć nie zawsze to właściwe. Na tym nie koniec. Już samo zajęcie miejsca w autobusie bywa bowiem nie lada wyczynem. Wchodzi się do pojazdu drzwiami obok kierowcy, płaci za przejazd (jemu lub konduktorowi) i staje przed zaporą – kołowrotkiem. Trzeba się w nią mocno wcisnąć, przesunąć ramię przed siebie i pomiędzy jedną a drugą barierką przekroczyć wewnętrzne odrzwia. Przeskoczenie ich nie wchodzi w grę, podobnie jak ponowienie próby, gdyż zapora ma wewnętrzny licznik i każde jej pełne przekręcenie oznacza wejście jednej osoby. A wszystko po to by zapobiegać przekrętom.

Z Copacabany najbliżej jest to Lagoa Rodrigo de Freitas. Duże, otoczone ulicami jezioro w swym środku na sztucznej wysepce mieści największą choinkę bożonarodzeniową na świecie. Stalowa konstrukcja ustawiana od kilku lat w listopadzie imponuje nawet, gdy jest nieoświetlona. Ma aż 82 metry wysokości, waży 450 ton, oplata je ponad 35 kilometrów przewodów świetlnych a rozświetlają prawie trzy miliony lampek. W letnie (w Brazylii jest pełnia lata) wieczory przypomina ona mieszkańcom o najradośniejszym z religijnych świąt. Te wyglądają tu inaczej, niż nad East River czy Wisłą. Zamiast śniegu – upalne słońce i tylko spacerujący po ulicach Mikołajowie płci obojga, odziani w czerwono-białe płaszcze przypominają, że nie wszędzie 35 stopni w cieniu jest typową bożonarodzeniową temperaturą.

 

MIASTO KONTRASTÓW.

              Obok nadmorskiej promenady, dwa inne miejsca stanowią o turystycznej sławie miasta. To widziane już z okien samolotu wzgórze Corcovado z rzeźbą Chrystusa Zbawiciela i nadmorska Głowa Cukru. Wjazd na nie (na pierwsze samochodem lub kolejką szynową a na drugie kolejką górską) pozwala zrozumieć, dlaczego Rio nosi miano Miasta Zadziwiającego. W którym bowiem innym miejscu natura dała tak wiele tak blisko siebie. Z jednej strony miasto otacza potężny ocean, przechodzący łagodnie w rozległą zatokę, z drugiej majestatyczne góry a po środku las, będący największym miejskim kompleksem zieleni na świecie. Kilka minut z centrum pozwala bez problemu cieszyć się śpiewem ptaków, barwami dzikich kwiatów i szumem wodospadów. Leśne ostoje są zresztą dużo ciekawsze niż historyczne centrum miasta. Choć wiele w nim kościołów, starych, kolonialnych kamienic i licznych, urokliwych zaułków, to wieczorami śródmieście razi pustką i niepokojącą ciszą. Dzielnice mieszkaniowe usunęły się poza centrum, oddając miejsca bankom, instytucjom finansowy i urzędom. W centrum nie wolno ominąć jedynie katedry, będącej typowym przykładem sztuki nowoczesnej. Zbudowana w 1976 roku de facto wciąż jest nieskończona. Nieotynkowane betony, wystające druty i ogrom ciemnego wnętrza paradoksalnie, zamiast rozpraszać, pozwalają lepiej niż w niejednej świątyni barokowej skupić się w modlitwie i rozmyślaniach. Czynił to również polski papież, którego pomnik wita wszystkich wchodzących do świątyni.

Z góry, spod stóp kamiennego Chrystusa podział miasta widać bardzo wyraźnie. Wygląda ono jak niekończąca się plama zieleni, na której rozrzucono różne osiedla i dzielnice. I te bogate i te biedne. W żadnym innym miejscu świata dzielnice biedy i bogactwa nie leżą tak blisko siebie, jak w Rio. Autostrada, ulica, szpaler drzew a czasami tylko chodnik dzieli dwa światy, żyjące tuż obok siebie. Więcej biedy widać na północy, więcej bogactwa na południu, choć zasady te są dość płynne, tym bardziej, iż rozsławione opowieścią filmową Miasto Boga leży w strefie południowej. Obok geograficznych, szczególne są granice psychologiczne, według których cariocas wiedzą, gdzie mogą się pojawiać samotnie, gdzie obcym wstęp wzbroniony, gdzie zaś bez zgody lokalnego mafiozo nie może się nic zdarzyć. Wyrastające na wzgórzach dzielnice biedy rządzą się bowiem własnymi prawami, których przestrzegania nierzadko bronią kilkunastoletni „funkcjonariuszami”, wyposażani przez grupy przestępcze w długą broń. Policja do miejskich slumsów zagląda bardzo rzadko, pozostawiając ich sprawy własnemu biegowi. Czasami tylko lokalna telewizja i gazety wspominają o pokazowych i bardzo brutalnych akcjach oddziałów specjalnych, mających na celu oczyszczanie miasta z przestępczości. Statystyki pokazują jednak, jak bardzo te akcje są nieskuteczne.

 

PIŁKA I TANIEC – DWIE MIŁOŚCI.

            Ze szczytu Corcovado widać również stadion Maracana. Ten ogromny kompleks, wybudowany na Mistrzostwa Świata w 1950 roku nazywany bywa świątynią piłki nożnej, gdyż mieszkańcy Rio, jak mało kto kochają futbol. Gdy podczas wspomnianych mistrzostw w finale Brazylia grała z Urugwajem, na trybuny stadionu przybyło prawie  200 tysięcy widzów, gdy zaś przegrała - kraj pogrążył się w żałobie. Warto się na niego wybrać, mimo, iż trwa właśnie remont. Przy wejściu swe stopy w betonie odcisnęli najsłynniejsi brazylijscy piłkarze, zaś w małym muzeum pomieszczone są pamiątki, związane z najukochańszym z zajęć. Równać się mu może jedynie taniec.

Rio bowiem najlepiej jest odwiedzić podczas słynnego miejskiego karnawału. Rio najgorzej jest odwiedzić podczas słynnego miejskiego karnawału. Oba zdania, wzajemnie sprzeczne, są na równi prawdziwe. Poszukujący ciszy i spokoju powinni unikać miasta w ostatnie dni przed Wielkim Postem, kto zaś uwielbia tłumy i uliczną zabawę powinien zaznaczyć Rio jako cel swej podróży. Znajdzie tam bowiem wszystko, co pojawia się w telewizyjnych migawkach: roztańczone tłumy, kolorowe stroje tancerzy i jedyną w swoim rodzaju atmosferę. Dni karnawału to czas, gdy mieszkańcy najbiedniejszych dzielnic mają swoje pięć minut. Z faveli bowiem pochodzi większość szkół samby, które mają zaszczyt prezentować swe układy sceniczno-taneczne na Sambodromo. Nazwę tę nosi zaprojektowany przez architekta Oskara Niemeyera w 1984 roku teatr pod gołym niebem, będący w swej istocie kilkusetmetrową ulicą otoczoną widownią dla 60 tysięcy osób. Co roku, pięć dni od karnawałowego piątku do przedpopielcowego wtorku (czyli tym razem do 7 lutego) zamienia się on w centrum ogólnokrajowych bachanaliów. Od późnego wieczora do wczesnego ranka przed widzami przejeżdżają powolnie podesty z roztańczonymi, bardzo skąpo – ale niezwykle kolorowo - ubranymi tancerzami i tancerkami. Towarzyszą im 200 – 300 osobowe bandas, czyli zespoły nadające rytm tańca (oczywiście samby). W dalszych szeregach idą kobiety w pięknych, niezwykle bogato zdobionych, obszernych sukniach a za nimi pojawia się samochód z małą sceną, na której solista przez czas przemarszu szkoły wykonuje jej wiodącą piosenkę - hymn. Pomagają mu w tym czterej pomocnicy i kolejni, jak zawsze barwnie ubrani tancerze.

Zabawa oczywiście nie zamyka się tylko w ramach Sambodromo. Poza nią nie jest już jednak tak widowiskową. Miasto, mimo uwielbienia zabawy, żyje przecież swym własnym życiem. I choć nie dla wszystkich codzienność jest lekka, niewielu zapewne było by gotowych, by je na zawsze opuścić.

Może więc, gdy przyjdzie planować swój zimowy wyjazd, warto – mając czas, chęci i dość wolnych dolarów - pomyśleć o ucieczce od śniegu, wiatru i mrozu. W Rio zamiast tego czekają promienie słońca, piaszczyste plaże i wyjątkowa atmosfera miasta, którego tworzeniu Bóg poświęcił całą niebiańską niedzielę.

 

Piotr Pluta

 

Caipirinia - narodowy drink brazylijski. Składniki to cachaça (alkohol z trzciny cukrowej), limonki, cukier i skruszony lód). Gdy cachacę zastąpi wódka - powstaje caipirosca, a jeśli rum - caipirissima.

 

Comida por kilo – restauracje z bufetem, w których płaci się nie za rodzaj, ale za wagę spożywanego posiłku. Ceny wahają się od 0,80 USD do 4 USD za 100 gramów.

Churrascarias – restauracje wyspecjalizowane w mięsach z rusztu. W stałej cenie podawana jest nieograniczona liczba mięs różnego rodzaju.

 

W Rio są 573 dzielnice biedy zwane favelami.

 

Ciekawostki dla wielbicieli piłki nożnej i stadionu Maracana:

- Brazylijska drużyna jako jedyna na świecie pięciokrotnie zdobyła mistrzostwo świata – w 1958, 1962, 1970, 1994 i 2002 roku.

- Największy stadion mieści się w Rio de Janeiro. Nazywa się Maracana i może pomieścić prawie 200 tysięcy osób. Finał Mistrzostw Świata w 1950 roku pomiędzy Brazylią a Urugwajem oglądała rekordowa liczba widzów: 199 854.

- Rio de Janeiro w 2007 roku gościć będzie Panamerykańskie Igrzyska Piłkarskie.

- 19 listopada 1969 roku podczas meczu Santos – Vasco swego tysięcznego gola strzelił legendarny piłkarz Pele. Był to strzał z rzutu karnego w 34 minucie drugiej połowy meczu.

- Dwukrotnie na stadionie Maracana msze święte prowadził papież Jan Paweł II.

- Projekt stadionu Maracana wykonał architekt Alberto Sochaczewski.

 

Nazwa Rio de Janeiro, czyli Rzeka Styczniowa wywodzi się z omyłki nawigatora ekspedycji badawczej, który 1 stycznia 1502 roku wpływając w ogromną zatokę (dziś nazywaną Guanabara, czyli Ramię Boga), uznał ją za ujście wielkiej rzeki.

 

Rzeźba Chrystusa Wyzwoliciela na wzgórzu Corcovado ma 30 metrów wysokości i stoi na cokole o wysokości 7 metrów. Głowa rzeźby ma 3,5 metra wysokości i waży 35 ton, zaś odległość od końca palców jednej ręki do drugiej wynosi 23 metry. Pomnik zaprojektował i częściowo wyrzeźbił Francuz Paul Landowski (resztę wykonali architekci i inżynierowie), zaś odsłonięta została 12 października 1931 roku, przez Gulielmo Marconiego – projektanta oświetlenia z jachtu, zacumowanego w… Genui we Włoszech.

 

Brazylijskie ciekawostki:

- Brazylia jest największym na świecie producentem rudy żelaza. Rezerwy z tylko jednego stanu Para starczyłyby na potrzeby świata przez kolejnych 500 lat.

- W Brazylii mieszka ponad 800 tysięcy osób pochodzenia polskiego.

- W Brazylii leczenie chorych na AIDS jest całkowicie bezpłatne.

Galeria zdjęć z Rio de Janeiro autorstwa Nilton Bicca Moraes.


Widok z Corcovado na Lagoa Rodrigo de Freitas e na Copacabane


Widok na Copacabane z Głowy Cukru


Widok z Głowy Cukru


Głowa Cukru (Pão de Açúcar)


Wnętrze Portugalskiej Czytelni Królewskiej (Real Gabinete Portugues de Leitura)


Chrystus Zbawiciel (Cristo Redentor)


Ulica w centrum starego miasta


Nowa katedra – w centrum Rio


Aleja Palmowa w ogrodzie botanicznym


Stadion Maracană


Plaża w okolicach Rio de Janeiro


Aleja Copacabana