Kursy językowe Poznań
Kursy Poznań
Znajdujesz się w: www.portoalegre.pl  »  Artykuły  »  Odkrywamy Amerykę - MIASTO DOBRYCH WIATRÓW

Pomyślne wiatry i dobre duchy od wieków krążą nad Buenos Aires. I choć w historii czasami musiały je opuszczać, dziś ponownie roztaczają swą niewidzialną opiekę nad stolicą Argentyny.

MIASTO DOBRYCH WIATRÓW.

 

         Piotr Pluta

     Tegoroczne lato okazało się na tyle nieznośne, iż postanowiłem uciec choć na krótki czas od upału na drugą stronę ziemskiego globu. Pogrążone w zimie Buenos Aires wydało mi się na tyle odpowiednie, iż spędziłem kilkanaście godzin w niewygodnych samolotach, by w chłodne letnie (a w Ameryce Południowej zimowe) popołudnie wysiąść w Mieście Dobrych Wiatrów. Gotująca się do wieczornego mroku stolica Argentyny przywitała mnie lekkim wiatrem i bardzo ciężkimi chmurami, które przez kolejne dni walczyły ze słońcem o prawo rządzenia latynoskim niebem.
     Kilkanaście minut jazdy autostradą z lotniska i ukazywać zaczęły się pierwsze dzielnice ogromnej metropolii. Sprawiały dość ponure wrażenie. Już nie raz łapałem się na tym, iż pierwsze chwile w nowym miejscu wiązały się z uczuciem zawodu. Nigdy nie podobały mi się przylotniskowe dzielnice Limy, Mexico City czy Sao Paulo. Z Buenos Aires było podobnie. Szare bloki, ciągi asfaltowych jezdni i liczne radiowozy policyjne, stojące na poboczach zniechęcały, zamiast przywodzić pozytywne odczucia. Szczęśliwie, już po kilkunastu kolejnych kilometrach po obu stronach drogi pojawiły się ciekawsze budynki i strefy publiczne. Wjechaliśmy bowiem do centrum miasta, którego najbardziej rozpoznawalnymi elementami jest szeroka aleja 9 Lipca i ogromny, siedemdziesięciometrowy obelisk, upamiętniający początki miasta.

Porto Alegre
Av. 9 de Julio

Po ilości aut widzę, iż przestronna aleja – ponoć najszersza na świecie, jest ważnym ciągiem komunikacyjnym stolicy. Intensywny ruch nie jest aż tak wielki, jak w nowojorskiej metropolii, ale i tak trzeba odstać swoje, by dostać się w drugi kraniec miasta. Kiedyś ponoć było jeszcze trudniej, dopóki kryzys w 2001 roku nie pogrążył na długo argentyńskiej gospodarki.
Źle zarządzany kraj, dopiero co otrząsający się z mroków wojskowej dyktatury przeżył wielkie problemy ekonomiczne, których efekty wciąż są odczuwalne przez mieszkańców kraju.
Niegdyś drogie, wręcz ekskluzywne jak na Amerykę Południową państwo, w kilka miesięcy stało się jednym z tańszych miejsc świata.

Dla przyjezdnych to ważny argument, by spędzić w nim wakacje, dla Argentyńczyków to duży problem, gdyż poza niskimi cenami mają równie niskie dochody. Analizując w myśli to wszystko, przyglądając się skromnym i raczej tanim samochodom, znalazłem się w dzielnicy zwanej Centro. Tu, kilka kwartałów od głównego placu mam swój hotel i stąd przez najbliższe dni wyruszać będę na zwiedzanie nadrzecznego miasta.

 

ARGENTYŃSKIE MIASTO?
     Ledwie znajdujemy się w cieniu poprzyklejanych do siebie kamienic centralnej dzielnicy, gdy uświadamiam sobie, iż znam już takie uliczki i podobne domy. Latynoska stolica przypomina mi Madryt. I może również Paryż. Podobny układ ulic, klasycystyczno-eklektyczna architektura i europejskie w swych rysach twarze ludzi, spacerujących po wąskich chodnikach. Blondynki o niebieskich oczach, podobni mężczyźni świetnie by pasowali do pejzażu Warszawy czy Krakowa. A tymczasem są Argentyńczykami, od pokoleń w swej krwi noszącymi geny hiszpańskich konkwistadorów. Oni bowiem stworzyli miasto, które początkowo nazywało się inaczej. Założone przez Pedro de Mendozę w 1536 roku przyjęło miano El Puerto de Nuestra Senora Santa Maria de Buen Aire czyli Port Najświętszej Marii Panny Dobrych Wiatrów. Te najprawdopodobniej nie wiały jednak zbyt dobrze, skoro kilka lat później tworząca się osada została całkowicie porzucona. Ataki Indian i brak żywności zmusiły Mendozę do powrotu do Europy (zmarł na morzu nie dopłynąwszy do celu), zaś jego towarzyszy do poszukiwania w dorzeczu Parany lepszego miejsca do życia. 1600 kilometrów dalej utworzyli miasto Asuncion, z którego w 1580 roku podjęto się trudu ponownego ożywienia osady nad rzeką La Plata. Przez kolejne dwa wieki Buenos Aires – określane już krótką nazwą – było rajem dla przemytników i wszelkiej maści rozbójników, działających poza hiszpańskim prawem. Do 1776 roku osada rozrosła się do 20 tysięcznego miasta, które królewskim dekretem stało się stolicą Wicekrólestwa Rzeki La Plata. Portenos, jak po dziś dzień nazywa się domowników Buenos Aires w jednej chwili stali się mieszkańcami ważnego miejsca na mapie świata, do dziś pokazując swą wyższość wobec przyjezdnych z prowincji. Następne dziesięciolecia – po wyzwoleniu spod hiszpańskiej dominacji – były czasem następujących po sobie okresów prosperity i gospodarczego marazmu. Aż przyszedł wiek dwudziesty, który doświadczył kraj jeszcze silniej. Dekady rządów Juana Perona i jego żony Evity, wojskowe dyktatury i kolejne próby wprowadzenie demokracji sprawiały, iż Argentyna, mimo, iż nie uczestniczyła w zawierusze drugiej wojny światowej, była miejscem niespokojnym. Nawet ostatnie lata niewiele w tym względzie zmieniły. Kryzys 2001 roku pochłonął w rozruchach miejskich kilkadziesiąt ofiar, zaś protesty i manifestacje są na tyle częste, iż obecność metalowych, przenośnych barier policyjnych na ulicach Buenos Aires wydaje się czymś zupełnie oczywistym.

PULS MIASTA.
Jak przy każdej podróży na zachód, pierwsze poranki są dla mnie szczególnie wczesne. Poranna bezsenność w metropoliach amerykańskich (po przylocie z Europy) pozwoliła mi już niejednokrotnie poznać ich poranny puls życia. Nie inaczej jest z Buenos Aires. Ledwie zaczyna świtać a już jestem na głównym placu miasta – na Plaza de Mayo.

hiszpański krarów 
Plaza de Mayo

To miejsce szczególne. Tu historia zapisywała białe karty i tu również ona nie daje o sobie zapomnieć. Co czwartek na dwukilometrową manifestację ku budynkom parlamentu wyruszają kobiety z nieformalnego stowarzyszenia Babć z Placu Majowego. Od lat walczą o to samo: o sprawiedliwe osądzenie osób, odpowiedzialnych za morderstwa, porwania i „zniknięcia” tysięcy osób, przeciwnych wojskowej dyktaturze.
     Domagają się również wyjaśnienia, co stało się z dziećmi i setkami ciężarnych kobiet, które w latach siedemdziesiątych wychodziły z domów i nigdy już do nich nie wracały. Wiele z nich tuż po rozwiązaniu było zabijanych, zaś ich dzieci trafiały do rodzin urzędników reżimowych. Okrucieństwo wojskowej dyktatury powoli jest osądzane, głównie dzięki uporowi grupki starszych kobiet, których symbolem stała się biała chustka na głowę i za sprawą działań hiszpańskiego sędziego, Baltazara Garzona, który zasłynął w świecie wysłaniem listu gończego za krwawym chilijskim dyktatorem, generałem Augusto Pinochetem. Oskarżył on również o udział w ludobójstwie argentyńskiego generała Adolfo Scilingo, udowadniając światu, iż prawa człowieka i walka o nie są uniwersalnym prawem, niemożliwym do zamknięcia w granicach jednego państwa.
Wszystko to mimowolnie powraca w pamięci, gdy przed oczami ma się bruk Placu Majowego, na którym białą farbą wyrysowano symbole silnych w swej walce kobiet. Wczesnym porankiem przez skwer przechodzą grupy portenos, zadający się już nie zauważać wymownych znaków. Śpieszący się do biur i urzędów, na środku placu jednak mimowolnie zwalniają, oddając niemy hołd ofiarom żywych jeszcze czasów. Staję z boku i przyglądam się długo, starając sobie wyobrazić ogromne tłumy, które na początku lat pięćdziesiątych stawały pod balkonem Pałacu Prezydenckiego, by wysłuchać słów prezydenta i jego uwielbianej żony Evity. Casa Rosada, czyli Różowy Pałac, będący oficjalną siedzibą głowy państwa ma zgodnie z nazwą różową fasadę i miłą dla oka, zrównoważoną architekturę. Bliska barokowi i eklektyzmowi rzadko już dziś jest świadkiem publicznych wystąpień szefa kraju z bocznego balkonu. Zamiast porywać bezpośrednio tłumy, rządzący woli przemawiać za pośrednictwem drogi telewizyjnej. Jest to sposób bez porównania bezpieczniejszy i szybszy.

MIĘDZY KAMIENIEM A ZIELENIĄ.
Poza Placem Majowym, całe śródmieście, zwane Microcentro to dobre miejsce na dłuższy spacer. Zwłaszcza, gdy dotrze się do dwóch, przecinających się ze sobą deptaków: Florida i Lavalle. Marząc o tłumach, warto zajrzeć tu późnym wieczorem, szukając spokoju – przedpołudnie jest najlepszą porą, by bez przepychania się przyjrzeć się architekturze kamienic. Wielce różnorodna, ciągle przywodzi na myśl miasta europejskie. Bliskie antycznym, rzymskim klimatom jest centrum handlowe, zwane Galerias Pacifico.

hiszpański katowice
Shopping Galerías Pacífico

Przypominające ekstrawagancką świątynię jest takową w samej rzeczy. Bożkiem są pieniądze i drogie zakupy, a wiernymi po równo turyści, przyglądający się kolorowym malowidłom i bogaci mieszkańcy stolicy, dokonujący ekskluzywnych zakupów. Warto tu zasiąść na chwilę przy kawie i słodkim ciastku, tym bardziej, iż nie jest to wydatek zbytnio rujnujący zasoby portfela. Spoglądając z ostatniego piętra na wewnętrzne atrium, łatwo w głowie ułożyć sobie cały ciąg miejskich wrażeń.
Tych wciąż jest w mieście bez liku. Gdy się opatrzy gęsto zabudowane centrum, droga sama zawieść powinna ku dzielnicom północnym, pełnym zieleni i szerokich, słonecznych bulwarów.

Palermo i Palermo Chico – ekskluzywne kwartały bogatych pałaców otoczonych parkami i jeziorami pokazują Buenos Aires inne – równie europejskie co centrum, ale odwołujące się do odmiennej filozofii zabudowy miejskiej. Samochodów tu mniej, mniejszy też odczuwa się pośpiech. Przyczyną, choć zapewne daleką może być sąsiedztwo niezwykłego miasta w mieście, jakim jest cmentarz Recoleta.
Pełen kunsztownych pomników, mieści najsłynniejszy grobowiec Argentyny, w którym po długiej, międzykontynentalnej tułaczce (do Włoch i z powrotem) spoczęło ciało Evity Peron. W porównaniu do innych grobów, przypominających czasami pałace, zza cmentarnego muru, miejsce pochówku „Duszy Narodu” jest skromne, wręcz ascetyczne. Jedynie niewielka tablica uprzytomnia, kogo prochy tu spoczywają. Recoleta to nazwa cmentarza z pobliskim kościołem Basilica Del Pilar, to również nazwa dzielnicy, pełnej centrów kulturalnych. Nieopodal głównej alei mieści się tu bowiem Miejskie Centrum Wystawiennicze, znakomita Hala Targów Rzemiosła, jak również Biblioteka Narodowa (w nowoczesnym gmachu, pierwotnie wybudowanym jako dar dla Evity), Muzeum Sztuk Pięknych i wydział prawa lokalnego uniwersytetu. Ostatni z budynków to architektoniczny bliźniak Ministerstwa Dobrobytu, zbudowanego swego czasu dla… Evity. Obecność miejskich wspomnień o dawnej pierwszej damie kraju jest tak dotykalna, iż już po kilku godzinach pobytu przestaje w ogóle dziwić. Nie dziwi też rozkwitający za dnia i zasypiający nocą metalowy kwiat w Parque de la Flor. Napędzana siłownikami ogromna konstrukcja podąża za dziennym ruchem słońca, będąc jedną z najbardziej ulubionych rzeźb argentyńskiej stolicy.

USTA MIASTA.
Wirtualna i prawdziwa podróż z jednego skraju miasta może prowadzić do drugiego. Mijając nowoczesne Puerto Madero – przerobione z zapomnianych doków centrum restauracyjne, przemierzając biały Puente Calatrava – niezwykły most, zaprojektowany przez topowego hiszpańskiego (a raczej walencjańskiego) projektanta, dotrzeć można do dzielnicy La Boca.
La Boca to po hiszpańsku usta. Niczym wargi ogromnego lądu nad szeroką, przypominającą ocean rzeką, dawna dzielnica portowa jest dziś wspomnieniem i portretem dwudziestowiecznej, imigranckiej przeszłości miasta.    

portugalski kraków
Barrio de la Boca

I mimo, iż jest to przesłodzony cukierek dla turystów, smakuje miło, zwłaszcza podczas nieśpiesznych przechadzek.
Caminito, czyli Niewielka Dróżka, będące tu główną ulicą, pełne jest niezauważonych przez świat malarzy, niespełnionych aktorów i tancerzy, świetnie wkomponowujących się w jej kolorowy obraz.
Zielenie, czerwienie czy błękity fasad niewielkich domów, wszędzie indziej by raziły, tu olśniewają, dając tło dla niezliczonych zdjęć.                                                             

Niektórymi wieczorami zza okien słychać radosne okrzyki kibiców najukochańszej drużyny Boca Juniors, codziennie zaś powietrze wypełnia dźwięk i atmosfera tanga.

 

 

portugalski katowice    
Caminito

TANGO MILONGA.
Dzień należy bowiem do miejskich przestrzeni, noc przypisana jest niewątpliwie lokalom, w których króluje rytm i melodia tanga. Najbardziej argentyński z tańców, jest kwintesencją miejskości Buenos Aires.
Nie pampa, porośnięta wysokimi trawami, nie szerokie przestrzenie, lecz ciasna zabudowa dzielnicy portowej La Boca i duszna atmosfera codzienności europejskich imigrantów sprawiły, iż żal za czymś utraconym, za niezdobytym i nierealnym przełożył się na smutne i jednocześnie intensywne takty.
Prowokacyjny w swych krokach, taniec wyruszył w świat, by powrócić nad Rio de la Plata, opanowując już nie tylko portowe spelunki, ale także salony, pełne elegancko ubranych par z najwyższych sfer.

Dziś na ulicach La Boca natknąć się można co i raz na eleganckich tancerzy, proponujących za kilka peso krótką naukę tańca, można też – co jest niezgorszym wyjściem – zarezerwować sobie jeden wieczór, by w eleganckim wnętrzu, przy kruchej i smakowitej wołowinie (ponoć najlepszej na świecie) wtopić się w rytm tanga, prezentowanego na jednej z wielu scen teatralnych. Smutne, jest jednocześnie radosne, pesymistyczne, daje wielką nadzieję. I tylko nie pozwala jednoznacznie określić, czym w swej istocie jest. Nie pasuje do radosnego obrazu obywateli Ameryki Łacińskiej, tak, jak Argentyńczycy nie dają się ustawić w jednym szeregu z Brazylijczykami, Peruwiańczykami czy Boliwijczykami.

 

Porto Alegre

Są im podobni, choć bardziej europejscy, ze starokontynentalnym sentymentem i wizją świata.
Gdy więc, po sporej dawce wieczornego tanga w wykonaniu błękitnookich tancerzy, po równie mocnej dawce argentyńskiego wina (niezłego!) przyszło mi wsiąść do samolotu na tutejszym lotnisku, by wylecieć poza stolicę i poza granice kraju, uświadomiłem sobie, jak mi – Europejczykowi z Polski bliskie jest argentyńskie pojmowanie świata, wyrażone w kilku słowach: „Nie płacz za mną, Argentyno”. W moim wydaniu zabrzmieć może ciut inaczej. „Staram się nie płakać za tobą, Argentyno”, bo tak daleka od Polski, przez parę dni stała się mi wyjątkowo bliska.   


“No llores por mí Argentina”.

Será dificil de comprender
Que a pesar de estar hoy aquí
Soy del pueblo jamás lo podré olvidar
Debéis creerme, mis lujos son solamente un disfraz
Un juego burgués, nada más
Las reglas del ceremonial

Tenía que aceptar debí cambiar
Y dejar de vivir en lo gris
Siempre tras la ventana, sin lugar bajo el sol
Busqué ser libre, pero jamás dejaré de sonar
Y solo podré conseguir la fe que querráis compartir

No llores por mí Argentina
Mi alma está contigo
Mi vida entera te la dedico
Mas no te alejes, te necesito

Jamás poderes ambicioné
Mentiras dijeron de mí
Mi lugar vuestro es, por vosotros luché
Yo sólo quiero sentiros muy cerca, poder intentar
Abrir mi ventana y saber
Que nunca me vais a olvidar
No llores por mí Argentina ...

No llores por mí Argentina
Mi alma está contigo
Mi vida entera te la dedico
Mas no te alejes, te necesito

Qué mas podré decir
Para convenceros de mi verdad
Si aún queréis dudar, mirad mis ojos ved
Cómo lloran de amor
No llores por mí Argentina ...

 

Argentyńskie ciekawostki:
- Argentyna przyjęła na przełomie XIX i XX wieku 4,7 miliona emigrantów. Tylko USA przyjęło ich więcej.
- Tory kolejowe w Argentynie mają siedem różnych szerokości, gdyż budujące kolej brytyjskie firmy bały się konkurencji. Wszystkie linie prowadzą promieniście do Buenos Aires i prawie całkowicie brak między nimi połączeń.
- Avenida 9 de Julio w Buenos Aires uważana jest za najszerszą ulicę świata (ma prawie 140 metrów szerokości).
- Galerias Pacifico, leżące przy skrzyżowaniu Florida i Cordoba w Buenos Aires to jedno z najciekawszych architektonicznie centrów handlowych na świecie.
www.galeriaspacifico.com.ar.

Najpopularniejszym napojem Argentyny (a także  Urugwaju i Paragwaju) jest Yerba Mate. Pod tą nazwą ukrywają się napar z liści ostrokrzewu paragwajskiego. Zawiera w sobie liczne witaminy i składniki mineralne oraz ksantyny, mające właściwości bliskie kofeinie. Yerba Mate pija się przez specjalną rurkę – bombillę z pękatego pojemnika, zwanego mate.

Buenos Aires ma świetnie zorganizowane pięć linii metra.

W internecie:
www.gba.gov.ar.
www.buenosaires.gov.ar.
www.buenosaires.com

Buenos Aires to najlepsze miejsce, w którym można obejrzeć i posłuchać tanga. Najsłynniejsze kluby to:
- Casablanca, Balcarce 668,
- Michelangelo, Balcarce 433,
- La Ventana, Balcarce 425,
- El Querandi, Peru 302.

María Eva Duarte de Perón, znana szerszej jako Evita (ur. 7 maja 1919, zm. 26 lipca 1952). Druga żona prezydenta Juana Domingo Peróna. Mimo, iż nigdy oficjalnie nie była politykiem ani urzędnikiem państwowym, była jedną z najbardziej wpływowych osób swej epoki w Argentynie. W 1952 roku otrzymała oficjalny tytuł “Duchowego Przywódcy Narodu”.

Buenos Aires i cała Argentyna to dobre miejsce na zakupy wyrobów skórzanych.

Tenedor libre – ogólna nazwa lokali, serwujących posiłki typu bufet.

Fotos http://www.argentinaturistica.com/informa&p=basifotos"

 

Piotr Pluta -  dziennikarz, podróżnik, pilot, przewodnik Od kilkunastu lat z wielką pasją podróżuje  odkrywając skarby, zwyczaje, uroki kolejnych krajów. Na długiej liście miejsc odwiedzonych przez niego są m.in. Hiszpania, Argentyna, Meksyk, Boliwia, Peru, Brazylia, USA, Chiny. Od kilku lat jego artykuły ukazują się na łamach Gazety Wyborczej oraz Nowego Dziennika (New York). Jego drugą wielką pasją jest fotografia. Celem jego obiektywu są ludzie, przyroda, wydarzenia kulturalne, budowle. Poprzez nie stara się uchwycić niepowtarzalne chwile i przybliżyć atmosferę i klimat odwiedzanych miejsc